Góry Bukowskie w literaturze: Adam Robiński „Kiczery. Podróż przez Bieszczady” (2019)

Ten reportaż młodego dziennikarza jest chyba pierwszą polską książką literacką o Górach Bukowskich. I chyba czwartą w ogóle, w której znalazły się jakieś informacje o słowackich Bieszczadach. Autor opisuje swoją wędrówkę po Górach Bukowskich i spotkania z mieszkającymi tu ludźmi.  Słowackie Bieszczady stanowią zaledwie małą część książki, ale z opowieści dziennikarza wyłania się całkiem ciekawy i intrygujący obraz tego miejsca.

Adam Robiński (ur. 1982) jest warszawiakiem i dziennikarzem. Współpracuje m.in. z Rzeczpospolitą, Tygodnikiem Powszechnym i National Geographic Polska. Zajmuje się m.in. tematyką krajoznawczą i przyrodniczą. W 2017 r. ukazała się jego pierwsza książka Hajstry. Krajobraz bocznych dróg, będąca zapisem jego włóczęgi po różnych zakątkach Polski. Dwa lata później wyszła jego druga książka Kiczery. Podróż przez Bieszczady.  To z kolei zapis jego wędrówki po polsko-ukraińsko-słowackim bieszczadzkim pograniczu. Sama opowieść o Górach Bukowskich zajmuje w książce 30 (na ponad 240) stron.

Przyznam, że nie jestem fanką Kiczer. Są według mnie zbyt powierzchowne. I nie chodzi o powierzchowność samej wędrówki, bo z założenia taka ta włóczęga była. Chodzi raczej o powierzchowne patrzenie autora na zastany świat. Jakby wszedł, rozejrzał się, wydał osąd i poszedł dalej, nie zastanawiając się już więcej nad tym, co zobaczył.  To dotyczy zresztą nie tylko słowackiej części. Może się czepiam. Może przeczytałam za dużo książek, by takie „ślizganie się po powierzchni” mogło zrobić nam mnie wrażenie.

Z drugiej strony, bardzo się cieszę, że autor tę książkę napisał. Że chciało mu się przejść na słowacką stronę i porozmawiać z ludźmi. I że rozmawiał z ludźmi, którzy świat Gór Bukowskich współtworzą. Opowieść młodego dziennikarza jest spojrzeniem na ten świat kogoś zupełnie z zewnątrz. I to jest ciekawe.

Plusem tej książki jest także to, że zainteresowała (i jeszcze na pewno zainteresuje) Polaków słowackimi Bieszczadami. Już na początku stycznia, dwa miesiące po wydaniu książki, kilku Polaków odwiedziło Osadne i karczmę Borisa. Chcieli zobaczyć jak wygląda jeden z bohaterów Kiczer, chwilę z nim pogadać.

Adam Robiński swoją wędrówkę po Górach Bukowskich rozpoczyna od Krzemieńca (słow. Kremenec) – najwyższego szczytu słowackich Bieszczadów, na który wszedł z naszej Wielkiej Rawki. Potem schodzi w dół, przez rezerwat Stużica (słow. Stužica) do wsi Nowa Siedlica (słow. Nová Sedlica). Tu zatrzymuje się w pensjonacie Kremenec na noc. Następnego dnia autobusem jedzie do Sniny i kręci się trochę po mieście. Przenosi się do pobliskiego Stakczyna (słow. Stakčín), gdzie spotyka się miejscowym regionalistą Miroslavem Buraľem. Potem we wsi Ladomirov, która leży już poza Górami Bukowskimi, odwiedza Josefa Talarowicza, potomka Polaka z Zatwarnicy.

W Runinie spędza noc w turystycznym szałasie a rano wyrusza na szlak przez Załomy (słow. Zálomy) do wsi Ruskie (słow. Ruské). Kolejne dni spędza z Zuzaną z informacji turystycznej, z którą jeździ samochodem po regionie. Na koniec odwiedza Osadne, gdzie rozmawia z karczmarzem Borisem i miejscowym popem Peterem Soroką. Z Osadnego przez Balnicę wraca na polską stronę.

Opisując swoją podróż Robiński snuje refleksje nad dzikością przyrody Gór Bukowskich, pochodzeniem i tożsamością Rusinów, opowiada o wsi Ruskie i o Starinie.  Przedstawia zastany tu świat jako dziki, opuszczony i apatyczny. Z jego rozmów z Mirosłavem Buraľem, Josefem Talarowiczem czy Zuzaną przebija marazm i pesymizm. Jakby nic ciekawego tu się nie działo. Jakby świat Gór Bukowskich wiódł sobie gdzieś na uboczu swój nudny żywot. Czy tak jest rzeczywiście? Każdy ma prawo widzieć po swojemu. Ja widzę w opisach Robińskiego sporo naciągania, ale ponieważ literatura faktu jest jednak wciąż literaturą, autor ma prawo to robić.

Kiepsko jednak wypadają jego rozważania na temat Rusinów i Stariny. Już mniejsza o to, że dla kogoś bardziej obeznanego z tematem wiele podanych tu informacji brzmi niewiarygodnie. Po prostu pisanie na podstawie innych źródeł źle autorowi wychodzi. Ani to ciekawe, ani spójne. Nie ma to żadnego umocowania w opowieści. Pewnie dlatego, że jest oderwane od żywego człowieka, nie łączy się z historią nikogo konkretnego.

Za to bardzo dobrze czyta się ostatnią część opowieści, w której Robiński jedzie do Osadnego i spotyka się tam z Borisem i Peterem Soroką. Opowieść o wsi, w której kiedyś stała tablica z napisem „koniec świata”, przez którą przetoczyła się krwawa wojna i o której powstał film dokumentalny, pokazywany na światowych festiwalach, łączy się z prywatnymi doświadczeniami jej mieszkańców. I dlatego jest i wiarygodna, i ciekawa.

Niestety, w książce pojawiło się też parę błędów, których raczej nie powinno być. Wymienię tylko dwa dlaprzykładu. Autor pisze o słowackim słowie prales jako nieprzetłumaczalnym na polski i rozważa jego znacznie. Tymczasem prales oznacza puszczę i nie ma co dorabiać tu ideologii. Drugim przykładem jest fragment poświęcony podziałowi Rusinów. Robiński, w oparciu o rozmowę z Miroslavem Buraľem, pisze o podziale miejscowych Rusinów na pijaków i pudziaków. W rzeczywistości są to pujďaci (od pujdú domú) i piďaci (od pidu domú), w zależności, której formy językowej używają. Ci pierwsi to z grubsza mieszkańcy wschodniej, a ci drudzy zachodniej części Gór Bukowskich. Nikt piďaków nie określa polsko brzmiącym słowem pijacy. To słowo wymawia się „pidiaci”. Być może Mirosłav Buraľ, znając polskie słowo, zażartował sobie z autora. Może autor źle usłyszał to słowo lub przekręcił je świadomie, by uatrakcyjnić tę część opowieści.

Te minusy, które tu wymieniłam, oczywiście absolutnie nie powinny nikogo zniechęcić do sięgnięcia po książkę. Pamiętając o tym, że każdy ma prawo do snucia swojej opowieści i patrzenia na świat swoimi oczami, warto wybrać się z Adamem Robińskim na wędrówkę po bieszczadzkim pograniczu. Mam nadzieję, że ta książka stanie się inspiracją dla wielu osób do własnych wędrówek po Górach Bukowskich. Na pewno świat słowackich Bieszczadów jest inny niż tych polskich. O tym pisze autor książki i z tym całkowicie się zgadzam. Kiczery pokazują, że  jest to świat intrygujący i wart zainteresowania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *