Góry Bukowskie w literaturze: Ladislav Mňačko „Przeklęta dolina” (1964)

Reportaż Zakliata dolina (Przeklęta dolina) został opublikowany w 1964 r. Znalazł się w zbiorze, który znany i uznany już wtedy reporter Ladislav Mňačko wydał pod wspólnym tytułem Kde končia prašné cesty (Tam, gdzie kończą się zakurzone drogi). Po ukazaniu się tego reportażu przez kilka następnych lat Ulicką dolinę nazywano przeklętą, a jej mieszkańców ukazywano jako ludzi pozbawionych godnych warunków do życia. Wkrótce popłynęły tu państwowe pieniądze.

(Nová Sedlica – kadr z kroniki Týždeň vo filme z 1966 r.)

Reportaż Zakliata dolina nie doczekał się dotąd tłumaczenia na język polski, mimo że Ladislav Mňačko nie jest polskim czytelnikom pisarzem zupełnie nieznanym (w 1962 r. w Polsce ukazała się jego powieść Śmierć nazywa się Engelchem). Niestety, nie wiem czy słowackie prawo dopuszcza tłumaczenie całego tekstu w celach niezarobkowych, dlatego też nie mogę pokusić się o przetłumaczenie tego reportażu. Poniżej przedstawiam opis i streszczenie tekstu:

Ladislav Mňačko  trafił do Novej Sedlicy w czasie swojej podróży po przygranicznych miejscowościach Słowacji. Do wsi wybrał się samochodem, miał tam spędzić kilka dni i nocować w namiocie. Dostał się tam drogą ze Sniny. Samą drogę opisał jako wyboistą i pełną dziur, jedną z najgorszych,  jakie w życiu przemierzałem. Okolica wydała mu się opuszczona i wyludniona, a otaczające lasy zupełnie puste.

Z jednej strony zachwyciła go dzika, nietknięta ludzką ręką przyroda. Z drugiej – mijane lasy nazwał chorymi. W tym czasie nadal bowiem na okolicznych wzgórzach znajdowano mnóstwo pozostałości dwóch wojen światowych – resztek amunicji, uzbrojenia, granaty i miny. To niebezpieczna praca, takich znalezisk mamy tu więcej, niż się panu wydaje, już nie raz to nam wybuchło, raz zabiło dwóch ludzi – powiedział autorowi jeden z leśnych pracowników.

Kiedy Mňačko dotarł do Novej Sedlicy, najpierw musiał zgłosić swój pobyt na posterunku granicznej milicji. Tu, oprócz dowódcy, spotkał jego żonę, która zaczęła się żalić: Przyszliśmy tu z zachodniej Słowacji, tam są inni ludzie, wszystko tam jest inne, tu jest tylko ukraińska szkoła, kiepscy nauczyciele, objazdowe kino było tu ostatni raz dwa miesiące temu, lekarz też tu nie zajrzał już dwa miesiące… po wszystko trzeba jeździć do Sniny, a przecież to dużo kosztuje. (…) Kierowcy z zakładu leśnego wożą tu całe beczki denaturatu, we wsi nie wolno go sprzedawać, ale ludzie nic innego nie piją… Ludzie? Zobaczy pan!

Dowódca pograniczników opisał z kolei reporterowi proceder związany z bydłem. W latach 60. ub.w. we wsi mieszkało około 700 osób, które miały do dyspozycji 60 hektarów łąk i pół uprawnych. Zgodnie z ówczesnym prawem, nie wolno było paść bydła w lesie, tym bardziej że część lasów objęta była ścisłą ochroną. Ludzie chodzili więc paść krowy do sąsiadów za granicę. Od czasu do czasu dla formalności pogranicznicy spisywali chłopów, którzy przemycali przez granicę swoje bydło, ale rozumiejąc sytuację, nie karali ich zbyt surowo.

Z posterunku reporter wybrał się na przechadzkę po wsi. Przed karczmą spotkał młodego chłopaka. Chodziliśmy po wsi.  Już tam przed karczmą zauważyłem, ilu tu jest zdeformowanych ludzi, garbatych, skarlałych, krzywych, zezowatych… spotkaliśmy dziewczynkę ze zdeformowanymi rączkami, sześcioletniego chłopca z wybitym okiem… spotkaliśmy kobietę ze zgiętymi plecami, mój Boże, nawet mój przewodnik kulał, są tu jeszcze jacyś normalni ludzie?

Młody chłopak okazał się inteligentny, znający języki obce. Jego koledzy wyjechali ze wsi za lepszym życiem i nie zamierzali wracać. On najpierw tułał się po zagranicy a potem wrócił ze względu na matkę. I jak inni, klepał biedę i wiódł życie bez perspektyw. Mógłby starać się o pracę w Sninie, ale musiałby dojeżdżać codziennie 60 km. Ze wsi, do której nie dociera kolej a droga jest pełna wybojów. A poza tym w Sninie i tak nie starcza pracy nawet dla swoich. We wsi razem z nim było jeszcze siedmiu młodych chłopaków, większość szykowała się do wyjazdu.

Reporter ze swoim przewodnikiem odwiedzili także miejscowy cmentarz, gdzie pochowanych zostało dwóch przedstawicieli partii komunistycznej, zamordowanych w 1947 r. przez banderowców. Po tej zbrodni ludzie bali się wstępować do partii. Potem chodzili po domach, gdzie spotykali samych starych ludzi. Starzy, zniszczeni pracą, schorowani, skarżyli mi się na niewdzięczność synów, którzy żyją sobie wygodnie w świecie, a o swoich zniedołężniałych rodzicach zapomnieli.

Na koniec młody chłopak zaproponował reporterowi, że pokaże mu miejscową atrakcję. Udali się do chałupy na skraju wsi. W środku stara kobieta coś gotowała. Obok leżało w zawiniątku dziecko. Ma dwadzieścia osiem lat. – Co? Kto? Ta kobieta? Ta ma pięćdziesiąt, nie dwadzieścia osiem. – Dziecko. To dziecko ma dwadzieścia osiem lat. To taki wybryk natury. Czasem nawet ważni ludzie przychodzą na nie popatrzeć. (…) Wybiegłem na zewnątrz, nie powiedziałem nic, ani z Bogiem, z nikim się nie pożegnałem, nawet się nie obejrzałem, wskoczyłem do auta, by jak najszybciej stąd uciec.

W Sninie w ośrodku zdrowia reporter usłyszał, że lekarz do Novej Sedlicy przjeżdżał, ale żaden z miejscowych nie chciał się udać się do niego na wizytę. Ludzie tam jeszcze do pomocy lekarskiej nie przywykli. Nie wiedzą, co to i że jest za darmo (…) nie wiedzą nic o medycynie, boją się każdej nowości.

Autor kończy uwagą, że na Słowacji jest jeszcze kilka takich miejsc jak to, które opisał. Kiedyś takich miejsc było o wiele więcej, ale to się zmienia.

Kilka istotnych uwag:

(Nová Sedlica – kadr z kroniki Týždeň vo filme z 1966 r.)

Powyższe streszczenie jest tylko namiastką tekstu Ladislava Mňačko. W streszczeniu znalazły się najważniejsze wątki. Reportaż jest napisany pięknym językiem, ma duże walory literackie, czego powyższe streszczenie nie oddaje.

Po ukazaniu się reportażu wsie Ulickiej Doliny i pozostałe wsie Gór Bukowskich nazywano Przeklętą Doliną. Tak określano to miejsce w materiałach dziennikarskich, taki też tytuł nosi o dwa lata późniejszy film dokumentalny Štefana Kamenický’ego (więcej o filmie TU ). Trwało to do końca lat 60. Co ważne, dzięki reportażowi Ladislava Mňačko po jakimś czasie do Ulickiej Doliny zaczęły płynąć państwowe pieniądze. Jeszcze w latach 60. rozpoczęto we wsi Ulič budowę zakładu pracy, zajmującego się obróbką drewna. Zakład zatrudnił miejscowych, choć nie dla wszystkich starczyło pracy. Przyszły pieniądze i ludzie pobudowali sobie porządne domy – powiedział mi jeden z miejscowych, zapytany o reportaż.

Czy reportaż ukazuje prawdę? Tak. Choć oczywiście prawda ta została poddana literackim zabiegom. Faktem jednak jest, że bardzo długo teren Gór Bukowskich był miejscem zapomnianym przez Boga i ludzi (należałoby też dodać: oraz partię komunistyczną). Mieszkańcy tego terenu od pokoleń zmagali się z ogromną biedą (nic nie wyrośnie na górzystym terenie) i praktycznie zawsze byli pozostawieni sami sobie. Stąd emigracja zarobkowa, karczma i najtańszy alkohol. Faktem też jest, że tekst Mňačko nie wyczerpuje tematu. Ale nie taka była rola jego reportażu.

Dlaczego w Novej Sedlicy była ukraińska szkoła? Góry Bukowskie zamieszkiwane są przez Rusinów, których komunistyczna Czechosłowacja nie chciała uznać za osobny naród. Stąd przymusowe przypisanie do narodu ukraińskiego i przymusowa nauka języka ukraińskiego. Rusińskie dzieci musiały uczyć się ukraińskiego jeszcze w latach 80 ub.w. Dla nas to był zupełnie obcy język – powiedział mi jeden z miejscowych, zmuszony do nauki tego języka.

(Nová Sedlica dziś – kraniec wsi)

Co się konkretnie zmieniło w Novej Sedlicy od tamtego czasu? Na pewno wieś zyskała nowocześniejszy wygląd. Prowadzi do niej dobra asfaltowa droga. Przeważają nowe, murowane domy. Stare zyskały nowe tynki. We wsi są dwa pensjonaty i dwa sklepy. Na ulicach nie wystają już pijani mężczyźni, a garstka młodych, która tu żyje, nie musi już uczyć się ukraińskiego, za to dobrze mówi po angielsku. Nie widać też zdeformowanych ludzi. Do wsi dojeżdża autobus. Z roku na rok przyjeżdża tu coraz więcej turystów.

Ale niektóre problemy wciąż pozostały nierozwiązane. Nadal we wsi przeważają starzy ludzie. Mężczyźni nadal wyjeżdżają za pracą do Czech lub jeszcze dalej. O pracy na miejscu właściwie nie ma mowy. Młodzi nie chcą tu zostawać, bo nie widzą dla siebie perspektyw. Doszły też inne problemy, związane głównie z pobliską granicą Unii Europejskiej i co za tym idzie, z przemytem. Ale o tym więcej napiszę w artykule o filmie Čiara.

Ladislav Mňačko doczekał się miejsca w Beskidzkim Panteonie. Więcej o reporterze, który miał odwagę pokazać, że w socjalistycznym kraju są ludzie, żyjący w biedzie i zapomnieniu wkrótce na blogu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *